Mistrzowie

image1

Nawet nie wiem od czego zacząć. Szczerze mówiąc, to ręce mi się trzęsą nad klawiaturą, tak bardzo jestem podekscytowany tym, co miało miejsce w ten weekend. Może zacznę od początku. I mam na myśli początek mojej fascynacji fotografią. Wszystko zaczęło się od książki Joe McNallego: The Moment it Clicks. Z zapartym tchem przewracałem kolejne strony i marzyłem o tym, by choć trochę dorównać temu człowiekowi. Jego fotografia stała się dla mnie nieustannym źródłem inspiracji. Nie tylko chodzi o mistrzowskie opanowanie lamp, ale też o wyobraźnię fotografa. Lata mijały, pojawił się internet i usłyszałem o dwóch kolejnych, niezwykłych mistrzach.

Gregory Heisler i Zack Arias. Pierwszy geniusz portretu, budowania przemyślanych, głębokich kadrów, autor dziesiątek okładek Time’a. Jest marką samą w sobie. Drugi, mistrz jednego światła. Który potrafi z jedną lampą zdziałać cuda. Dodatkowo, Zack jest jednym z najbardziej szczerych ludzi, jakich miałem okazję śledzić. Jego ścieżka kariery nie była usłana różami, ciągle walczył o to, by zaistnieć pomiędzy tymi gigantami. Kilka lat temu opublikował krótki film pt. Transform, który dokładnie mówił o jego przejściach, ale też idealnie oddawał problemy, z jakim boryka się każdy kreatywny, a fotograf w szczególności. I zawsze, kiedy czuję, że moja praca donikąd nie zmierza, oglądam ten film, żeby przypomnieć sobie dlaczego to wszystko robię.

W tych krótkich słowach staram się oddać, jak ważnymi twórcami, fotografami, są dla mnie Ci ludzie. Dwa miesiące temu przeglądałem facebooka i wyskoczyła mi informacja o szkoleniu fotograficznym w Berlinie. Gdy zobaczyłem, że prowadzący te warsztaty to: Joe McNally, Gregory Heisler, Zack Arias i David Hobby, zamarłem. To było jak piorun. Czterech specjalistów, z czego aż trzech moich ulubionych twórców w jednym czasie w jednym miejscu. Ale jak to zwykle bywa, spojrzałem na cenę warsztatów, policzyłem koszty i zacząłem szukać wymówek, żeby nie jechać. Na szczęście powiedziałem o tym Patrycji i  to ona dała mi kopa, żebym nie wymyślał, nie obliczał, tylko kupił bilet i jechał. I w ten sposób znalazłem się w otoczeniu moich guru. Warsztaty były niezwykle inspirujące, ogrom wiedzy o fotografii, świetle, relacjach z ludźmi, biznesie tych prowadzących, jest niesamowity. Ale co ważniejsze, miałem okazję rozmawiać z nimi, śmiać się, napić piwa i zrobić im zdjęcia. Gregory jest jednym z największych jajcarzy ale też szalenie skromnym facetem, zgodził się na fotografię przed pubem na Rosa-Luxemburg Strasse. Zacka musiałem wyciągać z grupy innych fanów, na szczęście też się zgodził na portret, ten zrobiliśmy w tunelu metra. Żałuję tylko, że nie starczyło czasu, żeby wyciągnąć Joe i Davida do zdjęć. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś nadarzy się do tego okazja. Na temat tych warsztatów mógłbym jeszcze długo mówić. Ale wolę pokazać zdjęcia moich dwóch mistrzów w Berlinie.

Marzenia trzeba spełniać.

Dzięki P 🙂


_MG_0918 _MG_0926

Share This:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *