Przestań wszystko analizować!

Bez tytułu1

Mam pewien problem, z którym borykam się odkąd zacząłem o sobie myśleć – że jestem fotografem. Mianowicie, spędzałem (i czasem nadal do tego wracam) całe godziny, dni, tygodnie na analizowaniu fotografii mistrzów. Zastanawiałem się, jakie było światło, jaka reguła kompozycji (do tego zaraz wrócę), jaki sprzęt (najgorsze co można zrobić), czy jak nawiązywali relację z człowiekiem, któremu robili zdjęcia.

Mam kilku ulubionych fotografików, których prace znam na pamięć. Były dla mnie pewnym drogowskazem. Dlaczego to obsesyjne obserwowanie czyjejś pracy jest problemem? Już tłumaczę. Bo chciałem mieć takie same lub bardzo podobne kadry u siebie w portfolio. Ale umykała mi jedna, bardzo ważna rzecz. Oglądając czyjeś fotografie, widzimy wybrane, najlepsze prace. Prace, które nie powstały przypadkowo. Czego nie widzimy, to całego zbioru kadrów, które prowadziły, do tych najlepszych.

Zastanawianie się nad techniką danego zdjęcia, czy sprzętem wykorzystanym do osiągnięcia kadru, niewiele da naszej własnej twórczości. I tu jest, przysłowiowy, pies pogrzebany.  Tak, warto znać reguły kompozycji. Tak, warto analizować kompozycję innych. Ale to nie da nam pełnego obrazu procesu twórczego, który i tak sami musimy sobie wypracować. Nie mówię tu jeszcze o własnym stylu, ale o poszukiwaniu, wypracowywaniu konkretnego obrazu. Zdjęcie trzeba wychodzić. Nie zawsze jakaś konkretna, typowa, reguła kompozycji się sprawdzi. Im dłużej o tym myślę, tym bardziej dociera do mnie ułomność analizowania fotografii innych autorów, właśnie w taki sposób.

Weźmy na przykład sesję wizerunkową, którą zrobiłem dla Marty z Blackfish studio. Chcieliśmy mieć kilka ujęć. Portret, szersze ujęcie i portret 3/4. Same zdjęcia, trwały ponad dwie godziny. Nie wiem, jak wy, ale ja potrzebuję czasu na rozgrzanie. Kilku minut, czasem więcej, żeby wiedzieć, co i jak mam osiągnąć. Jak ustawić światła, jak dobrać parametry sprzętu i wreszcie jaki nastrój osiągnąć na zdjęciu. Co ono ma przekazać? Czy chcę pokazać, pewną siebie, przedsiębiorczą, kobietę, która niczego się nie boi. Czy mieć bardziej stonowaną fotografię, bardziej nastrojową? Na to wszystko potrzeba czasu. Nie znam nikogo, kto podszedłby do zdjęć z nastawieniem „jeden klik i po sprawie, zrobione dzieło”.

Zdjęcie w nagłówku jest jednym z lepszych i moich ulubionych z tamtej sesji. A droga do niego prowadziła przez kilkanaście innych prób. Poniżej portret Marty, bardziej nastrojowy, mniej „profesjonalny” ale podoba mi się najbardziej. Powstał pod koniec sesji. To wychodzenie zdjęcia odnosi się nie tylko do studia, ale praktycznie każdej dziedziny fotografii. Nieważne, czy robimy zdjęcia produktowe, krajobrazy, ulicę, reportaż. Nie da się zrobić dobrego zdjęcia, bez szukania i popełniania mnóstwa błędów po drodze. I choć warto mieć z tyłu głowy reguły kompozycji, to one nie mogą przysłonić samego procesu fotografowania.

Czyli, przestań wszystko analizować, szukaj!


Bez tytułu 3

 

 

 

Share This:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *