Recenzje

CANON EOS R – Recenzja

Canon EOS R - recenzja po roku focenia

Stało się! Przeszedłem na bezlusterkowca i to była dobra decyzja. Dlaczego? Przeczytasz tej recenzji mojego aparatu Canon EOS R.

Jednak najpierw kilka słów o tym, czym nie jest ta recenzja.

Po pierwsze, nie wchodzę w szczegóły i parametry techniczne. Od tego jest instrukcja obsługi oraz cała masa profesjonalnych recenzji sprzętu. 

Po drugie, nie jest to tekst sponsorowany, aparat kupiłem po dłuuuugich rozważaniach, za własne pieniądze.

Po trzecie, nie porównuję go do innych bezlusterkowców na rynku, niezależnie od producenta. Nie wchodzę w dyskusję, który jest najlepszy itp. Dla mnie najlepszy aparat, to ten, który właśnie trzymam w dłoni :).

No dobra, reguły ustalone, więc jeśli nadal masz ochotę poczytać o moich wrażeniach z rocznego focenia EOS’em R, to zapraszam!!!

Koniec ery lustrzanek

Brzmi jak clickbait prawda? I powiem szczerze, że napisałem tak celowo. Oczywiście, lustrzanki jeszcze przez jakiś czas będą wykorzystywane przez profesjonalistów i amatorów fotografii. Jednak dla mnie, to koniec moich lustrzanek. Trzymam je tylko jako backup, gdyby padł mój EOS R. 

Jak już wspomniałem wcześniej, nowy aparat kupiłem po długich przemyśleniach. Musiał spełniać kilka podstawowych wymogów. Zależało mi na tym, żeby to był sprzęt który mówiąc potocznie, daje piękny obrazek. Chciałem, żeby miał matrycę w formacie pełnej klatki, trochę większą rozdzielczość niż mój EOS 6D (możesz przeczytać moją opinię o tej lustrzance TUTAJ ), lepszy autofocus i zupełnie cichą migawkę. Dodatkowo, aparat ma się sprawdzać w studio i w terenie.

Wszystko to (i dużo, dużo więcej), znalazłem właśnie w bezlusterkowcu EOS R.

Canon EOS R - jak stare, wygodne buty ale oddane pełnej renowacji i z kilkoma bajerami

Każdy, kto korzysta z danego systemu, przyzwyczaja się do ergonomii, oprogramowania i oczekuje usprawnień od nowych urządzeń. Tak jest też z EOSem R. Przejście na bezlusterkowca po 16 latach fotografowania lustrzankami, nie sprawia żadnych problemów. Mamy znany z innych aparatów Canona system menu, więc nawigacja po nim jest praktycznie intuicyjna. Bardzo podobne rozstawienie przycisków i kilka nowinek. Jak suwak (pasek M-Fn), który możemy zaprogramować do regulowania jednego z listy parametrów. (ISO, Balans bieli, sprawdzanie ostrości, nagrywanie filmu, elastyczna preselekcja AE, AF, własne i bez niczego). Ale szczerze mówiąc, z suwaka korzystam dosyć rzadko, bo sposób jego uruchamiania jest, mówiąc szczerze, średnio przyjazny dla użytkownika ale o tym później. Samo przystosowywanie tego i pozostałych przycisków do własnych potrzeb jest bardzo rozległe i elastyczne. 

Aparat dobrze leży w dłoni, a to w sumie jedna z ważniejszych cech sprzętu. Bo przecież robimy nim zdjęcia bardzo długo i nie powinniśmy się nawet zastanawiać, czy jest wygodny, czy nie wyleci nam przypadkiem z rąk. Tutaj duży plus. Ja nie korzystam z gripów, ale jak ktoś ma wielkie dłonie, to grip może się przydać. Bo aparat jest trochę mniejszy od flagowych lustrzanek Canona. 

canon Eos r recenzja

Czas na zachwyty

Już od pierwszych zdjęć zrobionych Canonem EOS R wpadłem w pełen zachwyt. Dlaczego? Wizjer cyfrowy jest kapitalny! Pokrywa 100% widzianego obrazu z obiektywu, wyświetla wszystkie niezbędne informacje, w trybie manualnego ostrzenia bardzo dobrze pokazuje strefy ostrości (jeśli ktoś lubi ostrzyć manualnie oczywiście 🙂 ). Jest jasny i nie męczy wzroku. bo to była jedna z moich obaw, czy będę w stanie patrzeć na wyświetlacz przez długi czas. 

Kiedy robię zdjęcia i potrzebuję zmienić punkt ostrości, to zazwyczaj korzystałem albo z małego joysticka z tyłu aparatu, który leży przy kciuku, albo przycisków przy pokrętle (tak jest w EOS 6D). Brakowało mi tej opcji w EOS R, do czasu jak ustawiłem sobie szukanie punktu ostrości na ekranie dotykowym. Prawa część ekranu może być zaprogramowana właśnie do tego i to jest jedna z moich ulubionych funkcji aparatu. Mogę błyskawicznie zmienić punkty ostrości dotykając ekranu kciukiem, tam gdzie chcę, niezależnie od tego, jak dynamiczna jest sytuacja, którą fotografuję! Dla mnie bomba!

Zauważyłem jednak, że po pewnym czasie zacząłem patrzeć nie tylko w wizjer ale przede wszystkim na tylni, obracany ekran. Może nie wygląda to super profesjonalnie, ale jest bardzo praktyczne. Bo scena jest zdecydowanie bardziej wyraźna, mam możliwość znalezienia zupełnie nowych kadrów szczególnie z niskiej perspektywy, ale też np przy zdjęciach architektury, które też czasami robię, mogę się ustawić z boku aparatu i dopasować mój kadr. Tak muszę przyznać, że ten obracany, dotykowy ekran zmienił mój sposób robienia zdjęć. Dla mnie to zupełna rewolucja. 

Cicha migawka. Za każdym razem, gdy robiłem zdjęcia podczas koncertów w filharmonii, moją lustrzanką, to musiałem wyczuć odpowiedni moment, żeby klikaniem nie rozpraszać publiczności. Bezlusterkowiec załatwia ten problem zupełnie cichą migawką. To cecha wszystkich bezlusterkowców, więc nie będę udawał, że Canon tutaj odkrywa Amerykę. Ale ta funkcjonalność aparatu, jest dla mnie niezwykle ważna. 

Kolejna rzecz, która sprawiła, że nie wrócę do lustrzanek, to genialny autofocus, który ma EOS R. Jak na aparat, który nie jest stworzony do fotografii sportowej, to muszę przyznać, że autofocus działa błyskawicznie, tryb rozpoznania twarzy i oczu też. To zmieniło moją fotografię portretową. Bo teraz widzę jak bardzo ostre i dobrze trafione mam zdjęcia.

 

canon Eos r recenzja

Ale nie wszystko złoto...

Tak, Canon EOS R jest kapitalnym aparatem, którym uwielbiam robić zdjęcia, jednak są rzeczy, które można poprawić.

Czyli co mi się w nim nie do końca podoba.

Zacznijmy od baterii. Hohoho, EOS R lubi prąd i pije moc baterii, niczym student wodę, wysuszony po ostrym sobotnim melanżu. To jest trochę frustrujące. Bo w lustrzance mogłem przejść przez całą sesję zdjęciową z jedną baterią i mieć zapas mocy na kolejny dzień. A teraz na 4-5 godzin zdjęć zabieram ze sobą zapas przynajmniej 3 baterii, wiem, że jedną zużyję na 100% dlatego druga jest niezbędna, a trzecią mam jako backup. Rozumiem, że tutaj mamy dwa wyświetlacze, ale to jest coś co producenci aparatów mogliby usprawnić.  

Kolejna rzecz, która jest odrobinę frustrująca, to wspomniany wcześniej pasek M-Fn. Uruchomienie go, jest nazwijmy to po imieniu – upierdliwe. Musisz przytrzymać kciukiem aż pojawi się pomarańczowy pasek i czasem to działa super sprawnie, a czasem nie. Ja korzystam z niego rzadko i tylko do zmiany ISO.

Skoro mowa o ISO, nie wiem czy ja robię coś źle. Ale zdarza mi się podczas sesji z wykorzystaniem lamp błyskowych, że aparat sam z siebie zmieni ustawienia ISO z moich np. 100 na Auto i po błyśnięciu mam skopaną ekspozycję, po prostu prześwietlone zdjęcie. Muszę przebadać ten temat, bo mam nadzieję, że błąd leży po mojej stronie a nie aparatu. 

Adapter do obiektywów- nie jestem fanem. To znaczy działa idealnie, żadnych problemów z ostrością i jakością zdjęć. Ale jest to kolejna rzecz, którą muszę mieć w torbie, jeśli chcę korzystać z moich obiektywów z mocowaniem EF. Canon wprowadził zupełnie nowe mocowanie  obiektywów RF oraz linię nowych, genialnych i piekielnie drogich szkieł. Dlatego niezbędny jest adapter. Ja, póki co, kupiłem jeden obiektyw, z którego jestem bardzo zadowolony – czyli Canon RF 35mm f/1.8 Macro IS STM, ale o nim przy innej okazji.

EOS R filmowanie i konkluzja

Jak widzisz, nie napisałem nic o możliwościach filmowania tego aparatu. Zrobiłem tak z prostej przyczyny. Cały czas myślę o sobie jako o fotografie i nie robię filmów. Mogę oczywiście. Mam super aparat, który daje mi takie opcje, jednak dla mnie to nadal nie jest nic bardzo ważnego. 

EOS R jest świetnym aparatem. Ma ładny design, jest niezwykle funkcjonalny i pewnie nawet nie wykorzystuję połowy jego funkcji. Wiem, że zmienił mój sposób robienia zdjęć, jest wygodny, szybki, można na nim polegać. Ma też kilka wad, ale nie są dla mnie na tyle upierdliwe, żeby przeszkadzały w codziennej pracy. Więc jeśli szukasz dobrego bezlusterkowca, to R-ka daje radę i nie zrujnuje Twojego budżetu!!!

A może masz inne doświadczenia, albo korzystasz z innego bezlusterkowca? Daj mi znać, co dla Ciebie jest istotne w pracy takim aparatem, a co Ciebie denerwuje?

F

Filip Kowalkowski Fotograf o mnie

Cześć!

Jestem Filip i dziele się tu swoją wiedzą o fotografii.  Na blogu znajdziesz praktyczne porady dotyczące błyskania, podstaw fotografii, retuszu, inspiracje i wywiady.

Chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami? Zapisz się do darmowego newslettera.

Obserwuj mnie na Facebooku i Instagramie, tam również dzielę się wiedzą.

Newsletter

Kategorie

4 thoughts on “CANON EOS R – Recenzja

  1. W pracy mam trzy Canony z literką R (R, R5 i R6) i najgorzej mi się robi zdjęcie właśnie „eRką”. To moje subiektywne odczucie, ale jakoś nie czuję tego aparatu w ręku.
    Prywatnie jestem fanboyem Fujifilm 😀 Pół roku temu zmieniłem system właśnie na Fuji. Konkretnie na X T-30 i chociaż wiem, że to nie pełna klatka i ma swoje ograniczenia to uwielbiam ten aparat pomimo paru wad. Najważniejsze moim zdaniem, żeby robić tym sprzętem który Ci najbardziej odpowiada i jest dostosowane do Twojej pracy i charakteru. Nie ma idealnego aparatu.

    1. Hej Tomek, wiadomo, najważniejsze, żeby aparat dobrze leżał w dłoni i robił robotę. Przy dzisiejszej technologii praktycznie wszystko sprowadza się do własnych preferencji, estetyki i wielu pewnie nawet nie obiektywnych elementów. A ciekawe, że mówisz o X T-30, ja mam na oku też jeden aparat w tym stylu i zastanawiam się nad Fujifilm x100V albo Pentax Pen F 🙂

      1. Pantax czy Olympus? 🙂
        Maiłem Olympusy i dziś wybrałbym Fujifilm X100V. Według mnie Fujifilm ma lepsze matryce. Po pierwsze to większa matryca, a po drugie lepsza kolorystyka. No i jest bajer symulacji filmów analogowych 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *